| Historia - Dawno, dawno temu... |
Historia ta wydarzyła się w czasach, gdy rycerze ratowali cne panny z rąk smoków i innych zielonołuskich gadów, a rabusie i zbójnicy mieli jeszcze nieco szlachetności, której dziś czasem brakuje współczesnym rycerzom. W owym czasie nieopodal osady św. Świerada wznosiło się ku chmurom ciemne i posępne zamczysko. Zamieszkiwała je wesoła kompania rycerzy, którym znudziło się rozbijanie sobie łbów na turniejach i uganianie się za ostatnimi dziewicami. Postanowili tedy w warowni nad Dunajcem zamieszkać.Ale, że żywot pustelnika do zbyt emocjonujących nie należy, powzięło rycerstwo decyzję, że od czasu do czasu, dla niewielkiej rozrywki splądrują jakąś wioskę, albo kupców ograbią, albo i czasem skrócą kogoś o narośl będącą zwieńczeniem szyi.
I tak upływały im dnie na niewielkich gwałtach, zajazdach i rozbojach. Majątku wielkiego nie zbili – bo i na czym – ale jadła i popitku nigdy im nie brakowało. Po pewnym czasie okoliczna ludność nie wiedzieć czemu szemrać poczęła, na zachowanie owych rycerzy-rabusiów. Ich hulaszczy tryb życia niezbyt przypadł do gustu pobożnym „Świeradom”.
Toteż posłali po pomoc do niedalekiego Rożnowa. Kupa zbrojnych wszelakiego rodzaju zebrała się, by rycerzy-rabusiów nauczyć praworządności. Wielu z nich ściągnęło pod mury twierdzy w Tropiu mając nadzieję na łupy pokaźnych rozmiarów. Okoliczni szeptali, że jacyś obwieszeni złotem czerwonoskórzy kręcili się po murach zamku. Wśród wielu krążyła też opowieść, że w basztach zamczyska ukryte są niewyobrażalnie pięknej urody białogłowy, które miał być łupami rabusiów. Jedni liczyli na złoto, drudzy na sprawiedliwość, jeszcze inni na rozkosze cielesne – wszyscy ruszyli, by zdobyć zamek.
Bitwa była zażarta i trwała długo. Wielu nie doczekało nagrody. Koniec końców zamczysko upadło otwierając swe tajemnice dla zwycięzców. Skarbów nie znaleziono. Gdzieś przepadły. Białogłów też nie – nie licząc ślepej Heli, która gotowała kaszę rycerzom nierzadko ją przypalając.
Cóż się stało z łupami rabusiów? Tego nie wie nikt. Faktem jest jednak, że nieco dalej w dół Dunajca rzeka wyrzuciła na brzeg część tych skarbów. Tratwy z beczkami pełnymi przedniego trunku i ponoć kilka skrzyń pełnych złota…Dość powiedzieć, że było to nieopodal dworu, który zwał się Janowicami. Ponoć władający nimi Jan Grot skarby znalazł i dobrze ukrył. Gdzie? Mapę ponoć sporządził, ale przepadła gdzieś w burzliwych dziejach kraju. Ponoć skarby te nadal czekają na swojego odkrywcę…







